Mieszkam po jednej stronie Żwirki i Wigury, jakieś 500 metrów od tej ulicy, pracuję po drugiej. Oba te miejsca dzieli niecałe pięć kilomerów. I wczoraj, i dziś przez pół dnia niemal nad samym budynkiem, w którym pracuję, wisiał Błękitny 24, slychać było hałas jego śmigła. Dziś wróciłam z pracy ostatnim autobusem, który przejechał normalnym ruchem przed zablokowaniem Żwirek przed przejazdem z Okęcia konduktu z trumnami ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Widok poruszający do żywego. Poruszająca również była cisza, w jakiej po obu stronach ulicy stał tlum ludzi podczas przejazdu 34 karawanów i kolumny samochodów wiozących rodziny ofiar. Trzy metry ode mnie stali moi sąsiedzi z naprzeciwka, małżeństwo i ich dorosła córka.
Kiedy szłam od Żwirek do domu, dostałam od mojego operatora komórkowego SMS-a, że mam niezapłacony rachunek za telefon. Wstąpiłam do sklepu po jedzenie dla psa. Po powrocie do domu włączyłam pranie. Pół godziny temu u sąsiadów słyszałam odkurzacz. Piętnaście minut temu słyszałam przejeżdżający pod moim oknem samochód zakładu oczyszczania miasta i pracujące jego wielkie okrągłe szczotki czyszczące jezdnię. Teraz Córcia szykuje kolację, w całym domu pachnie czosnkiem, octem balsamicznym, pomidorami i goracą herbatą.