Od ponad dwudziestu pięciu lat definiowały mnie dzieci. To znaczy sam fakt ich istnienia, bycia matką, a jeszcze bardziej – samotną matką. (Każda samotna matka rozumie, że między byciem matką a byciem samotną matką jest różnica jak stąd do Kalifornii.) Oczywiście, zajmowałam się mnóstwem innych rzeczy i zajmowałabym się jeszcze bardziej i więcej, gdybym miała więcej czasu, ale odpowiedzialność za dwa ludzkie istnienia, które poza mną nie miały kompletnie nikogo, decydowała o wszystkim, co się ze mną działo, co robiłam, a czego nie robiłam. Decydowała o moim sposobie myślenia, stosunku do życia – do wszystkiego. Krótko mówiąc – o mnie i tym, kim byłam.
Dzisiaj moje dzieci są dorosłe i już nie jestem im potrzebna. To znaczy jestem, ale inaczej. Nie muszę się nimi opiekować, dbać o ich codzienność, podejmować za nich decyzji. Martwić się o nie będę zawsze, bo matki już tak są skonstruowane, ale byt moich dzieci i jakość ich życia już nie zależą ode mnie. Przyznaję – duży ciężar został zdjęty z moich (wątłych bądź co bądź) barków. Dzisiaj mogę zająć się sama sobą i swoim życiem. A to oznacza, że muszę odpowiedzieć sobie na parę pytań, z czego dwa podstawowe to takie, czy, po pierwsze, wszystkie te rzeczy, które przez lata chciałam robić, ale nie miałam czasu i możliwości, nadal leżą w kręgu moich zainteresowań i czy nadal ich chcę, i po drugie, ale w prostej linii wynikające z pierwszego i tak naprawdę znacznie od niego ważniejsze – kim właściwie jestem?
Nie spodziewam się, że pełną i satysfakcjonującą mnie odpowiedź znajdę w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin. Ani nawet dwudziestu czterech dni. Dobrze będzie, jeśli zamknę się w dwudziestu czterech miesiącach, bo sam proces wyzwalania się – także w sposobie myślenia – od bycia matką-kwoką trochę potrwa (i mam nadzieję, że się powiedzie, co tylko wyszłoby na dobre i moim dzieciom, i mnie). W pewnym sensie znajduję się właśnie na początku mojej własnej drogi życiowej. (Czy to nie brzmi patetycznie? Ale nawet jeśli – to trudno.) No i oczywiście mam nadzieję, że jeszcze spory kawałek tej drogi przede mną.
Trzymajcie za mnie kciuki.