hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

…było gorąco od upału, od emocji, uczuć i wzruszeń, od rozmów, od napojów rozgrzewających, od śpiewów, toastów, od ogniska…

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Po kolei: Krysia, Beatka (Teściowa), ja, Marysia (Lumpiata), Beti (Mama-Ciocia), Agnieszek (niestety, odwróciła się tyłem do obiektywu), Marek. I dzieci. Mnóstwo dzieci, których było naprawdę mnóstwo, a zachowywały się tak, jakby ich wcale nie było. Niestety, wychodzi na to, że zdjęcia WSZYSTKICH dzieci w basenie nikt nie zrobił. Do dziś nie wiem, choć basen całkiem spory, jak one się tam pomieściły.
W tym mniej więcej czasie Babcia Małgosia z mężem byli gdzieś pod Tarnowem.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Po lewej Magda z Markiem i z plecami Roberta, męża Agnieszki.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Tutaj Babcia Małgosia musiała opowiadać o szalonej podróży nie dość, że przez całą Polskę, to jeszcze z emocjonującymi przygodami, skoro tak gestykuluje, bo ona na ogół w gestach jest raczej oszczędna. Ten pan z dostojną brodą mędrca to mąż Małgosi, rzeczywiście mędrzec.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Po prawej i po lewej na dole Agnieszek tym razem twarzą do obiektywu.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Krysi (jak wszystkim zresztą) zrobiłam sporo zdjęć, ale to jest moje ulubione.
A po prawej to chyba jest ten moment, kiedy Marek w myślach wypowiadał życzenie tuż przed zdmuchnięciem urodzinowych świeczek. W tle Jacek, mąż Beti.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Od lewej siedzą: Magda i jej słynne najpiękniejsze nogi na świecie, Agnieszek, Babcia Małgosia oraz jej dostojny małżonek. Z gitarą najszacowniejszy jubilat – żywy dowód na istnienie cudów i tak naprawdę główna przyczyna tego spotkania, które było wielkim świętem życia, miłości i przyjaźni.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

No i dalej: Robert, Marysia i Beatka, która jest totalnym zaprzeczeniem stereotypu teściowej. I kawałek Michasi, najstarszej córki Magdy i Marka. Pokazałabym całą Michasię, ale jest na zdjęciu ze swoim chłopakiem, a on nie wiem, czy chciałby się tu na blogowni ujawnić. Beti i Jacek jakoś do ogniska nie dotrwali.
Więcej zdjęć tu i tu.
Niestety, zdjęć z rozmów Magdy, Babci Małgosi i moich na ganku do białego rana nie ma.
Powiem Wam na zakończenie tylko tyle, że było cudownie.

Osoby, które były na urodzinowym przyjęciu u Drugich Rodziców, uprzejmie uprasza się, by w komentarzach pod tą notką dały znać, czy zgadzają się, byśmy Druga Mama i ja upubliczniły zdjęcia, na których się znajdują i pokazanie swoich twarzy. Bo na razie jedyne, co mogę zaprezentować, to podobizna Marka, czyli tort zrobiony przez Agnieszkę (pyszny był!), a na portret przerobiony przez licencjonowane artystki: Babcię Małgosię i Teściową.

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

I podziękować Magdzie, Markowi i ich dzieciom już oni wiedzą, za co – za to, że są tacy kochani i że mi zawsze u nich serce bije normalnym, spokojnym rytmem. A wszystkim, których dane mi było w tę sobotę i spotkać, i poznać, za cudowny wieczór (i kawał nocy), za świetną zabawę, za przepyszne towarzystwo, za ciepło, śmiech i „O mój rozmarynie”.
Więcej o imprezie będzie, jak już mi powiecie, co ze zdjęciami – czy można je pokazać, czy nie. No.

Zostały 3 (słownie: trzy) dni!

Okazało się, że na ranne spotkanie z ciotką przyjechała przed czasem, poczekała na nią piętnaście minut i uznawszy, że ciotka już pewnie nie przyjedzie, sama wybrała się na cmentarz do swoich rodziców, kawał drogi za Mińsk Mazowiecki, pekaesem z przesiadkami, około dwóch i pół godziny podróży w jedną stronę. Po czym wieczorem spokojnie wróciła do domu, nieświadoma burzy, jaka się przez cały dzień rozgrywała. Zdenerwowała się, owszem – kartką, którą zastała u siebie na stole, żeby się skontaktowała ze mną i z moim bratem, ponieważ w tym momencie dla odmiany ona pomyślała, że nam się coś stało. Bo po tym, jak sprawdziliśmy miejsca, w których ewentualnie mogłaby być, obdzwoniliśmy pogotowie i okoliczne szpitale oraz zawiadomiliśmy policję – doszliśmy do wniosku, że nic więcej nie możemy zrobić, tylko czekać, sami już nie wiedzieliśmy na co, wiadomości od niej czy o niej? W każdym razie nie mogliśmy wytrzymać u mamy w domu, więc na wszelki wypadek zostawiliśmy tę kartkę i poszliśmy do mnie.
Nawet nie napiszę, jakie myśli mi chodziły po głowie, bo każdy, kto się choć raz w życiu niepokoił o kogoś bliskiego – wie. A w pewnym momencie to już w ogóle mózg mi całkowicie wyparował i naprawdę nie wiedziałam jak się nazywam, jaki jest dzień tygodnia, kompletnie nic. Kiedy wreszcie zadzwonił telefon i okazało się, że to ona, nie byłam w stanie podnieść się z fotela, z mamą rozmawiał najpierw mój Synek, a potem bratowa.
W ramach odreagowania po wczorajszym dniu dzisiaj wysprzątałam cały dom, umyłam glazurę w kuchni i łazience, wyszorowałam szafki kuchenne, uprałam firanki, umyłam okna, zrobiłam ze trzy prania, sprzątnęłam balkon, a na koniec na dwie godziny zaległam w gorącej wannie w bardzo dużą pianą. Pomogło, ale nie całkiem. Nadal czuję się wypompowana, nadal nie mogę po tym wszystkim, co wczoraj przeżyliśmy, pozbierać myśli.
A teraz idę się trochę zdrzemnąć, może uda mi się zasnąć.


  • RSS