hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2007

???

60 komentarzy

Wczoraj okoliczności życia rzuciły mnie na Nowe Miasto w godzinach pracy. Ponieważ to nie był mój wolny dzień, załatwiwszy, co miałam do załatwienia, musiałam pojechać do redakcji. Ale ponieważ jest już po zamknięciu numeru, nie spieszyłam się nadmiernie i postanowiłam nie biec na łeb na szyję do najbliższego przystanku autobusowego, tylko spokojnie przespacerować się do Krakowskiego Przedmieścia. Tym bardziej że na skutek uwiązania w pracy pięknej pogody to ja się w tym roku jeszcze nie naoglądałam za bardzo i to była jedna z nielicznych sposobności, żeby poczuć na własnej skórze, że już świeci letnie słońce. Przewlokłam się więc powoli i niespiesznie przez całe Nowe Miasto i Starówkę.
Ludzi taki tłum, że ciężko przejść. Oczywiście, znaczna część to turyści – można usłyszeć chyba wszystkie języki świata. Ale turyści turystami, a tubylcy tubylcami. W jednym ogródku przyjaciółki siedzą przy kawie, sądząc po ilości brudnych filiżanek na stoliku – trzeciej, w drugim para sączy piwo, i to też nie pierwsze, w trzecim spora grupa siedzi przy lunchu i widać, że na pewno nie jest to żadna okoliczność biznesowa, bo coś się za dużo i za hałaśliwie śmiali, pod Muzeum Historycznym do wejścia stoi kolejka długa aż na środek Rynku. A ja idę do pracy. Aż się zaczęłam zastanawiać, jakim cudem ludzie w samo południe w dzień powszedni mają czas siedzieć w knajpce przy kawie, a nawet stać w kolejce do Muzeum Historycznego? No i nie wiem.

Jeśli kto ma inne poglądy polityczne niż ja, to lepiej niech tego nie czyta.

Dzisiaj, a właściwie to już wczoraj, prezydent mojego kraju powiedział, że sądownictwo w Polsce ma zbyt dużo samodzielności. A rozwijając swoją światłą myśl, dodał, że o ile między władzą ustawodawczą a wykonawczą zachowana jest równowaga, o tyle władza sądownicza ma zbyt wiele autonomii.
Przez pierwszych pięć minut po przeczytaniu tej informacji naprawdę nie mogłam z siebie wydobyć głosu.
Przecież to jest zakwestionowanie fundamentalnej zasady państwa prawa! I to mówi prezydent???!!!
Czy w Polsce jest jeszcze praworządność i demokracja, czy już reżim?!
Na dobitkę braciszek nie chciał być gorszy i popisał się równie mrożącym krew w żyłach publicznym oświadczeniem, choć z nieco innej dziedziny i innego kalibru. Powiedział mianowicie, że jego zdaniem należy zastanowić się nad przywróceniem kary śmierci.
Wprawdzie ostatnio raczej nic nie wskazuje na to, by obecna kadencja sejmu została skrócona, ale ponieważ ja ostatnio mocno wierzę w siły wyższe, to mam wielką nadzieję, że wydarzy się jakiś cud i tę żałosną koalicję szlag trafi, a ten sejm pójdzie w rozsypkę. I oby ślad po nim nie został. I że cud ten obejmie swoimi leczącymi ramionami również kadencję prezydencką. Dla Kaczek własnego dobra. I naszego również, bo jeśli nie, to naprawdę nie wiem, jak my przeżyjemy najbliższych kilka lat i do jakiego stanu oni doprowadzą ten nasz kraj.

Dodatek:
Od wczoraj na Wirtualnej Polsce wisi sonda dla Internautów, z pytaniem: „Czy uważasz, że demokracja w Polsce jest zagrożona?”. Wzięło w niej udział prawie 30 tysięcy osób. 72 procent ludzi uważa, że tak, 27 procent, że nie. Jednoznaczne wyniki, prawda? Symptomatyczne jest także to, że opcję „nie mam zdania” kliknęło 1 procent ludzi, czyli wyjątkowo mało, zazwyczaj w sondach i innych badaniach niezdecydowanych jest znacznie więcej, a tu ta wielkość mieści się w granicach błędu statystycznego. To znaczy, że akurat wobec kwestii demokracji ludzie wyjątkowo nie są obojętni i mają wyrobioną opinię.
Ja wiem, że mohery raczej nie korzystają z Internetu i że gdyby korzystały, wynik takiej sondy byłby inny, niemniej kiedy widzę, że jest jeszcze trochę przytomnych ludzi w tym kraju, to nie upada we mnie nadzieja, że kiedyś jeszcze będzie normalnie.
I jeszcze jedno:
Kiedy zaczęłam pisać ten dodatek, łączna liczba głosów w sondzie wynosiła 29 365. Ile zajęło mi napisanie tych paru zdań? Pięć minut? Siedem? Nie więcej. Przed chwilą z czystej ciekawości i dla pewnej rzetelności odświeżyłam stronę WP, żeby sprawdzić, czy coś się nie zmieniło. Wyniki nie, ale liczba głosów – tak. 29 502. W ciągu tych dajmy na to siedmiu minut zagłosowało 137 osób.

Do tej pory na pytanie: „Jak ci się mieszka w nowym domu?”, które czuł się w obowiązku zadać mi dosłownie każdy, z kim się spotykałam, odpowiadałam, że nie wiem. I to była najprawdziwsza prawda. Przeprowadziłyśmy się z Córcią i od razu wpadłam w wyjątkowo intensywny ciąg pracy oraz innych wydarzeń i spraw, które spowodowały, że do domu wpadałam zdrzemnąć się trochę, umyć, przebrać i to wszystko. O tym, żeby nieco pomieszkać, mowy nie było. Z ledwością udało mi się rozpakować przynajmniej te graty, które są niezbędne do jako takiego funkcjonowania. Dopiero teraz, w czasie długiego weekendu – który to długi weekend wyjątkowo miałam wolny – miałam okazję pocieszyć się nowym mieszkaniem.
Oczywiście cieszenie się polega między innymi na tym, że układam, przekładam, urządzam, sprzątam i takie tam. Wczoraj na ten przykład lakierowałam regały na książki, szafę i drewniane skrzynki na dokumenty, struwszy się oparami caponu i lakieru tak, że do dzisiaj łeb mi pęka. Końca urządzania nie widać i długo go jeszcze widać nie będzie. Jeszcze nie wszystkie rzeczy leżą na swoich miejscach, a prawdę mówiąc większość nie leży, tylko została upchnięta gdziekolwiek i jakkolwiek, byle tylko nie zalegała w kartonach. Potrzeba czasu, żeby nasza codzienność ustaliła nam, gdzie co ma być. Jeszcze nie wszystko mamy – na przykład brakuje nam paru mebli i nie ma dywanów, bo chwilowo nie ma kasy, remont pochłonął wszyściusieńko, a nawet więcej. Ale ogarnęłam te moje cztery ściany na tyle, że mogę w nich już w miarę normalnie żyć.
I stwierdzam, że w moim nowym domu jeszcze nie całkiem czuję się jak w domu. Wprawdzie od samego początku, odkąd tylko pierwszy raz postawiłam w nim nogę, oglądając jako jedno z wielu proponowanych mi mieszkań do kupienia, wiedziałam, że to jest „moje” miejsce i że chcę tu mieszkać, ale teraz jeszcze nie oswoiłam go do końca. W poprzednim domu mieszkaliśmy piętnaście lat. To jest naprawdę szmat czasu. I wcale nie chodzi o sentyment ani nic w tym guście, a w każdym razie nie tylko o sentyment, lecz o czysto techniczne sprawy: rutynę, przyzwyczajenia, nawyki, rzeczy, które się robiło na pamięć, a teraz trzeba uczyć się ich od nowa. To, co tam było w prawo, tu jest w lewo, to, co, tam było prosto, tu jest w prawo, to, co tam było z przodu, tu jest z tyłu i na odwrót. Inne zapachy, inne dźwięki, inny widok z okien.
A jednocześnie czuję się tu fantastycznie, euforycznie oraz cudownie. Jeszcze nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że znalazłam swoje miejsce na Ziemi, ale wszystko wskazuje na to, że tak właśnie jest. No, chyba że spadnie mi z nieba domek z ogródkiem.
Na początku było tak:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

I tak:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Oraz tak:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Teraz oczywiście śladu już nie ma po tym pobojowisku. Ale nawet w pobojowisku moje zwierzęta czuły się wyśmienicie, a psio-kocia przyjaźń kwitła:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

I kwitnie nadal, zwłaszcza na moim łóżku:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Widok z okien z jednej strony domu mam taki:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Oraz taki:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

A z drugiej strony taki:

Photo Sharing and Video Hosting at Photobucket

Nie jest to wprawdzie panorama połowy miasta, tak jak miałam na Grochowie, ale nareszcie drzewa mam na poziomie wzroku, a nie gdzieś daleko, daleko w dole. Ten platan na ostatnim zdjęciu dosłownie puka mi gałęziami w okno sypialni, a listki rozwijają mu się dosłownie na moich oczach i bardzo mi się to podoba.
Jednym słowem, jest cudownie. A byłoby jeszcze cudowniej, gdyby długi weekend potrwał jeszcze z tydzień, żebym mogła sobie jeszcze trochę spokojnie pomieszkać.


  • RSS