Notka ze specjalną dedykacją dla Waterloo, Soleil i Drugiej-Mamy

No, nie zdążyłam, choć bardzo się starałam. Weekend – wobec zaległości, jakie mi się porobiły na skutek dwóch tygodni intensywnego pracowania i wracania do domu właściwie tylko po to, żeby się umyć i trochę zdrzemnąć – okazał się o jakieś dwa dni za krótki. A dzisiaj też dopiero przed chwilą wróciłam z pracy, a jutro o siódmej rano muszę być na lotnisku, bo jadę do Londynu, a nawet jeszcze walizki nie wyciągnęłam. Na dodatek muszę jeszcze przed wyjazdem rozliczyć jednemu znajomemu PIT, i to koniecznie, bo on poza Warszawą, więc trzeba mu go będzie wysłać pocztą, żeby się pod nim podpisał i jeszcze zdążył wysłać przed 1 maja, więc po powrocie będzie za późno, żebym się tym zajęła.
Wracam w czwartek i od razu się wezmę za nadrabianie zaległości.
Poza tym – choć cierpię na katastroficzny brak kasy oraz dopadło mnie jeszcze kilka innych ciekawych problemów – życie jest bardzo klawe, czego i Wam wszystkim życzę.