hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

Wprawdzie to nie Zakopane całe śniegiem zasypane, tylko Warszawa, ale tyż piknie wygląda, co nie?
Szkoda tylko, że do śniegu potrzebny jest mróz. O ileż by było przyjemniej, gdyby jednocześnie było chociaż ze 20 stopni ciepła.

Photobucket - Video and Image Hosting Photobucket - Video and Image Hosting

W odpowiedzi na zapytania i interpelacje spod poprzedniej notki donoszę uprzejmie, że jestem. Ale jakoby mnie nie było. Ponieważ po radośnie leniwym okresie świątecznym życie ruszyło z kopyta, a ja za nim nie nadążam. Może się trochę rozleniwiłam, a może tak rozsmakowałam w słodkim nic nierobieniu, że jakoś mi teraz trudno pozbierać się do kupy. A może po prostu wyłazi kilkuletni brak urlopu z prawdziwego zdarzenia oraz ciężki okres i w pracy, i w życiu z ostatnich paru miesięcy – w każdym razie z wielkim zdziwieniem zauważyłam któregoś dnia, że świętowanie się skończyło, że już jest 10 stycznia i że znowu(!) pora zapłacić rachunki oraz brać się za wysyłanie numeru.
Przysposabianie mieszkania do mieszkania też idzie powoli i z dostojeństwem. Póki w planach miałam przeprowadzkę do końca stycznia, to i motywacja do różnych przedsięwzięć działała bez zarzutu. Ale odkąd okazało się, że przeniesiemy się mniej więcej w połowie lutego – bo na przełomie stycznia i lutego Córcia ma sesję i trudno wymagać, by między jednym egzaminem a drugim pakowała graty – to żyję w błogim przekonaniu, że jeszcze mam mnóstwo czasu i jakoś przestało mi się spieszyć. Poza tym wciąż jeszcze nie są gotowe moje nowe okna, a póki nie ma okien, to i wielu innych rzeczy nie ma najmniejszego sensu tam robić.
Za to jest sens powoli zacząć zaopatrywać się w różne brakujące sprzęty, meble i akcesoria, co też niniejszym wykonuję. A że mam mało kasy, to wykonuję głównie na Allegro. Ach, to jest studnia bez dna! Tam można kupić wszystko. Zresztą, po co ja to mówię – każdy, kto choć raz tam zajrzał, doskonale to wie. Kupiłam na przykład przecudnej urody ogromny kredens dębowy, o jakim całe życie marzyłam, ale nigdy nie miałam go gdzie postawić – za bezcen. Aliści dla mnie Allegro jest także źródłem niezłej rozrywki. Może to zboczenie zawodowe, może to skrzywiona cecha popapranej osobowości, ale jakoś szczególnie jestem wyczulona na błędy wszelakie. A tych ci na Allegro dostatek. „Słópek na CD”. „Wieża Aifla miniatura”. „Tranzakcja”. „Łużko 2 szt. dębowe”. „Szafa pełny machoń”. „Wiklinowe lustra z pułką kąplet”. „Torba doktor Qłin”. „Sekretarzyk bieder meier”. „Zachencam do kupna”. I jeden z moich ulubionych, przy którym wyobraźnia bardzo mi się uruchamia i eksploduje śmiechem: „nóż do skrobania firmy Fiskars”.
Ale to było tak na marginesie. A nie, jeszcze nie koniec. Zaczął się dziś przed sądem proces przeciwko facetowi, który wystawił na Allegro samochód. Marki nie pamiętam. Licytacja szczęśliwie dobiegła końca, cena dobiła do dwudziestu paru tysięcy. I tu się okazało, że transakcja nie może dojść do skutku, ponieważ sprzedający się na taką cenę nie zgadza, bo myślał, że ludzie mu to auto wylicytują za co najmniej czterdzieści tysięcy, a zapomniał ustalić cenę minimalną. Ale to nie koniec historyjki. Albowiem potem się okazało, że on tego samochodu tak naprawdę nie ma, a ustawił licytację, bo chciał się zorientować, za ile by takie auto poszło, gdyby je sprowadził ze Stanów. To precedensowa sprawa – pierwszy proces dotyczący transakcji z aukcji internetowych. Myślę, że warto go śledzić, bo jak dotąd Allegro było w miarę bezpieczne, ale – jak mawiała znajoma pewnej mojej przyjaciółki – wszędzie są wuje i porządni ludzie, więc i na Allegro oszuści dotrą, a dzięki temu procesowi być może lepiej się będzie można bronić przed nimi i przed różnymi „tranzakcjami”. (Więcej tu).
Jutro mnie czeka ciężki dzień. Trzeba zrobić ostatnie poprawki oraz dopchnąć kolanem niedobitki numeru do druku, co – jak pokazuje praktyka – jest najbardziej upierdliwe i czasochłonne. Tym bardziej że tym razem i ja występuję w charakterze niezdyscyplinowanego autora – mam do napisania coś, co mi idzie jak woda pod górę, a muszę, i to jutro, bo drukarnia nie zaczeka. Więc się zachencam, żeby teraz iść spać, bo jak wstanę za bardzo nieprzytomna, to potem nawet największe zachencanie do pracy nic nie pomoże. No, chyba żebym nagle dostała 100-procentową podwyżkę, to wtedy jest to taka zachenta, że mogę pracować i przez sen.


  • RSS