hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

U Cotka słychać jedno pisklę. Oto ono – to coś takie żółto-pomarańczowe, co wygląda jak kawałek wełnianej szmatki.

Photobucket - Video and Image Hosting

Drugie – biorąc pod uwagę, że drugie jajco pojawiło się trzy dni po pierwszym – będzie pewnie pojutrze.
Poza tym cisza i spokój. Pewnie upał tak na nas podziałał, że jakoś bardzo powoli toczy się życie w moim domu. Może też trochę te gołębie, ich dostojne, spokojne i pełne oddania czekanie na potomstwo sprowadziło na nas wszystkich wyciszenie, jakby emocje i jakakolwiek gwałtowność w ogóle nie istniały. No i na pewno dzisiejsza wyprawa na cmentarz do mojego ojca. Udało mi się wziąć wolny dzień w pracy i pojechaliśmy. Bardzo lubię jeździć tam latem – ojciec jest pochowany poza Warszawą. Od autobusu idzie się wiejską drogą, cmentarz jest niewielki, prawie nigdy nie ma na nim ludzi, powietrze drży od słonecznego światła, wysokie drzewa rzucają miły cień i jest tak cicho, że słychać szelest liści na wietrze. Słychać nawet, jak mrówka wędruje po nagrobku i jak pali się płomień lampek. Kiedy tam się jest, ma się wrażenie, że to jest miejsce kompletnie odcięte od świata, jakby się człowiek przeniósł w inny wymiar, w inną rzeczywistość. Siadam sobie na grobie mojego taty i jestem sama z nim i z własnymi myślami. To zadziwiające, ale tam zawsze bardzo dobrze wymyśla mi się rozwiązania problemów, tam się uspokajam, nabieram energii, spokoju ducha i przekonania, że wszystko będzie dobrze, których wystarcza mi potem na wiele miesięcy.
Dzisiejszy wieczór doskonale wpisał się w tę atmosferę. Córcia poszła na ostatnie przed wakacjami zajęcia z angielskiego, a my z synkiem w zupełnej ciszy wsadziliśmy nosy w książki, ja w swoim fotelu, on na mojej kanapie. Zwierzęta też leniwie i spokojnie porozkładały się: koty – na krześle i parapecie, pies na dywanie tuż przy moich nogach. A kiedy wróciła Córcia, dołączyła do nas ze swoją lekturą – ostatnie rzuty oka w książkę przed wtorkowym egzaminem na studia.
Mamy jeszcze w planach na dzisiejszy wieczór tort śmietanowy i na deser arbuza, co też niniejszym udaję się do kuchni pokroić i podać.

Niedzielna aktualizacja danych:
Drugie jajco wciąż się nie spieszy na ten świat. Za to pierwsze rośnie jak wściekłe. Tyle że do gołębia rzeczywiście jest mało podobne.

Photobucket - Video and Image Hosting

Już sama nie wiem, co to jest. Ale gołębica zajmuje się nim jak własnym, więc może to jednak jest gołąb?

Photobucket - Video and Image Hosting

Zobaczymy, jak podrośnie.
A tymczasem – w ramach kolejnego spokojnego i miło spędzanego z dziećmi wieczoru – udam się po kolejną porcję tiramisu.

HOLOUBEK

118 komentarzy

Wygląda na to, że – przynajmniej czasowo – mój zwierzyniec się powiększył. Przedwczoraj na moim balkonie urządziła sobie dom gołębica i wszystko wskazuje na to, że trochę w nim pomieszka, albowiem w doniczce, w której rośnie octowiec, zniosła jajko.

Photobucket - Video and Image Hosting

Czasami odlatuje na trochę, żeby rozprostować skrzydła i poczuć odrobinę wolności. Czasami tylko siada na balustradzie i rozprostowuje nogi, cały czas mając jajko na oku.

Photobucket - Video and Image Hosting

Ale głównie jednak całymi godzinami siedzi bez ruchu i ogrzewa je ciepłem swojego ciała.

Photobucket - Video and Image Hosting

Trochę się obawiam, że octowiec może lekko na tym ucierpieć, bo przecież nie mogę go teraz podlewać. Przewiduję też niedogodności związane z tym, że nie za bardzo można otwierać drzwi balkonowe, ponieważ moja wielka czarno-biała i zazwyczaj łagodna jak anioł kotka coś tej gołębicy nie lubi i jeśli tylko uda jej się wymknąć na balkon, natychmiast atakuje to biedne ptaszysko, które się jej boi i ucieka, zostawiając swoje przyszłe potomstwo bez opieki, więc w takie ciepłe dni jak dzisiaj siedzę przy tylko uchylonych oknach. Przecież nie mogę cały czas pilnować kota ani uwiązać go na smyczy.
Czy ktoś wie, jak długo gołębie wysiadują jajka?

Poniedziałek wieczorem.
Sytuacja się rozwija – przybyło drugie jajco.

Photobucket - Video and Image Hosting

Zastanawiam się ostatnio bardzo mocno, czy natura ma w tym roku jakąś promocję na niskie temperatury? Nie dość że zima była koszmarnie zimna i ciągnęła się jak z przeproszeniem gówno za złotą rybką, to teraz mamy jakąś niezidentyfikowaną porę roku – ni wiosna, ni jesień, ni wydra, coś na kształt świdra. Moje letnie ciuchy jeszcze nie ujrzały światła dziennego, tylko jak je utknęłam w październiku na najwyższych półkach w szafie i po pawlaczu, tak wciąż się tam kiszą. Kiedy wieczorem wychodzę z psem, ubieram się w dwie polarowe bluzy (w tym jedną z kapturem, który bynajmniej nie dynda mi na plecach w charakterze malowniczej ozdoby, tylko zgodnie z jego przeznaczeniem, zakładam go na głowę) i kurtkę. Oraz rękawiczki! W czerwcu! Gdzie się podziały upalne czerwcowe wieczory? Gdzie spanie przy otwartym balkonie?
Mam za sobą bardzo ciężki tydzień. Wyczerpujący psychicznie, a w efekcie i fizycznie. Zwolniono z pracy u mnie w redakcji trzy osoby. Może gdyby było normalne ciepłe lato, łatwiej byłoby znosić przygnębienie. Bo kiedy człowiek kuli się naraz i ze smutku, i z zimna, to naprawdę jest za dużo. Wprawdzie dwie z nich już znalazły nową robotę, a trzecia ma chwilowo inne pomysły na życie (wakacje, te rzeczy), ale okoliczności, w jakich się te zwolnienia odbyły, atmosfera, jaka się w ich wyniku wytworzyła, skutki dla pozostałych (więcej pracy za tę samą kasę) i zwyczajny żal (pracowaliśmy razem tyle lat!) sprawiają, że trudno mi postawić się do pionu.
Na zakończenie jeszcze raz o „Kodzie”. To znaczy nie o „Kodzie”, tylko o wolnościach, które gwarantuje nam konstytucja. Władze kilku miast w Polsce zakazały emisji filmu w kinach, w kilku innych trwają dyskusje, czy wyświetlać, czy nie. Uzasadnienia są różne, ale jedno z ciekawszych to takie, że po przeczytaniu recenzji burmistrz uznał, że film jest kiepski i nie warto go pokazywać.
Moja niezawodna koleżanka Ania N. opowiedziała mi dzisiaj dowcip o tym, jak pewien kustosz wycieczkę po muzeum oprowadzał i objaśniał tymi słowy:
- A na tym obrazie widzą państwo bitwę. A właściwie już po bitwie. Chałupa spalona, cała rodzina zginęła. Ojciec na wojnę poszedł i nie wrócił, matkę wróg zamordował, i jedno dziecko też, a drugie w płomieniach zginęło. I tylko babcia przeżyła, stoi tu obok pogorzeliska, smutna czegoś…


  • RSS