hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Z powodu olimpiady program w Jedynce ma lekki poślizg, co dało efekt taki, że chciałam obejrzeć wiadomości, a trafiłam na dobranockę. O matko i córko! Oglądałam toto z rozdziawioną ze zdumienia japą, a jak już trochę ochłonęłam z osłupienia, to pierwsza moja myśl była taka: jakie to szczęście, że moje dzieci już dawno z dobranocek wyrosły. To było jakieś kurwiozum, a nie bajka dla dzieci. Ani to nie miało ładu, ani składu, ani jakiejś fabuły, ani puenty. Grafika tragiczna. Postacie wyglądały jak kadłubki bez rąk i nóg, i do tego z wodogłowiem, twarze potraktowane jak emotikony :) :(, i tylko zresztą te dwie miny prezentowały. Jeśli chodzi o kolory, to grafik (grafik?) inspirował się chyba spraną bielizną, a w najlepszym wypadku wyblakłymi barwami mocno zaawansowanej zgniłej jesieni. No naprawdę, stary i w pewnym sensie zgrzebny Bolek i Lolek był tak z tysiąc razy lepszy. Po nim dzieci raczej nie miewały koszmarnych snów. Jeśli po dzisiejszej dobranocce dzieci będą miały dobrą noc, to ja jestem chińska królowa.
Ja tam sentymentalna za bardzo nie jestem, ale gdzie się podział Reksio?!

KOTY

16 komentarzy

Odgięłam się trochę po zamknięciu numeru, które szczęśliwie zakończyło się wczoraj, ale jeszcze nie na tyle, żeby się wziąć za uczciwe napisanie rzetelnej notki. Ale że trzeba by na blog wrzucić coś nowego, postanowiłam pokazać zdjęcie mojego kota pod tytułem Maksia, które jakiś czas temu zrobił mój syn. Tak po prostu i bez okazji, bo jest bardzo ładne. No i proszę – rzeczywistość w pewnym sensie przychodzi mi w sukurs, albowiem wchodzę sobie wieczorem na wiadomości w Internecie i co widzę? Że oto dziś mamy Światowy Dzień Kota.
Pomysł kociego święta pojawił się kilka lat temu we Włoszech, w Polsce obchodzony jest po raz pierwszy. Pod względem liczby kotów w domach zajmujemy trzecie miejsce na świecie, po Australii i USA – w 33% polskich gospodarstw domowych mieszkają koty. We Francji i Belgii – w co czwartym. W Anglii jest ok. 10 mln kotów i 6,5 mln psów.
A więc, na Światowy Dzień Kota – straszny kota cień. Voila!

Image hosting by Photobucket

A jutro, kak gowariat Angliki – sobota, imieniny kota. No i nie trzeba rano wstawać!

PO CO?!

37 komentarzy

Niech mi ktoś wyjaśni, po co facet, który nie ma zarostu do tego stopnia, że nawet łeb ma łysy, zapuszcza sobie na brodzie takie cóś? Taką hodowlę kłaków w kształcie wąskiej pionowej kreski? A nawet jakby miał kudły jak lwia grzywa, to po co mu ten przecinek na brodzie?!

Ostatnio od paru znajomych osób dostałam kilka maili i jeden SMS o różnej treści, ale tym samym sensie: „Co tam u ciebie słychać? Bo zaglądam na Huśtawkę, ale nie mogę się doczytać, co się u ciebie dzieje”. Wczoraj z kolei spotkałam się ze znajomym, z którym widuję się średnio raz do roku, a przez telefon rozmawiam mniej więcej co sześć miesięcy. I on też mnie zapytał, co u mnie słychać. „Tylko mi odpowiedz ładnie i pełnym zdaniem” – dodał, co miało znaczyć, że standardowym „dziękuję, wszystko w porządku” się nie zadowoli.
No nie wiem. Od zawsze się zastanawiam i nadal nie wiem, co człowiek, z którym łączy mnie prawie nic albo tylko luźna znajomość i który się mnie pyta, co u mnie słychać, chce właściwie usłyszeć. Że właśnie boleśnie miesiączkuję? Albo że po trzech tygodniach, w czasie których nie miałam nawet kiedy spać, wczoraj wreszcie odgruzowałam mieszkanie? Że mam chandrę-gigant, ale pewnie do jutra mi przejdzie? Że skończyła mi się aspiryna i muszę pamiętać, żeby kupić? A może że muszę jutro popłacić przynajmniej część rachunków? Przecież to są pierdoły information i szkoda sobie na nie strzępić języka. Praca to też nie jest temat do jakiegoś szerokiego omawiania. Fakt, nie pracuję przy taśmie, przy której dzień w dzień przykręcam te same śrubki – u mnie każdy dzień jest inny. Mimo to też istnieje pewna powtarzalność i nie sądzę, by mojego raz-do-roku-znajomego znowu tak bardzo interesował dramatyczny przebieg wysyłania numeru do drukarni, upiorne szarpanie się z jakimś megalomanem o autoryzację wywiadu czy problem z tym, że brand manager wysłał bez mojej wiedzy do druku strony promocyjne, na których były błędy i trzeba je było niemal zdejmować z maszyn.
Oczywiście, są ludzie, którzy chodzą z flakami na wierzchu i na tak postawione pytanie od razu by odpalili pełen krwistych szczegółów monolog o na przykład problemach z mężem (a w przypadku braku męża, o problemach związanych z brakiem męża) i hektolitrach łez wylanych w poduszkę, ale to nie jestem ja. Ja tak nie umiem. Ani rozmowy ze średnio bliskimi znajomymi, ani blog, który Bóg wie, kto czyta (poza tymi, o których wiem i z których większość traktuję jako więcej niż średnio bliskich znajomych, a więc to nie jest notka o nich), to nie jest pole do osobistych zwierzeń ani sesja u psychoterapeuty, żebym miała i chciała szeroko opowiadać, co czuję w związku z tym, że moja matka nawet nie zadzwoniła do mnie na urodziny, a jedna moja przyjaciółka, która od więcej niż pół roku nie ma czasu się ze mną spotkać, niedawno na moją kolejną propozycję kawy odpowiedziała coś w tym guście, że możemy się zobaczyć w przyszły piątek, bo będzie niedaleko mojej pracy i między siedemnastą a osiemnastą będzie miała dla mnie czas. To naprawdę nie są tematy do omawiania ani publicznego, ani z ludźmi, z którymi łączy mnie luźna niezobowiązująca znajomość. O takich rzeczach rozmawia się z przyjaciółmi w ciepłym zaciszu prywatności przy kuchennym stole albo kameralnej knajpki, a i to nie o wszystkich.
Dlatego na pytanie, co u mnie słychać, zazwyczaj odpowiadam, że dziękuję, wszystko OK albo że nic ciekawego. I nawet tak bardzo od prawdy to nie odbiega, ponieważ rzeczy o fundamentalnym dla mojego życia znaczeniu (np. zmiana pracy, wyjazd na stałe do Włoch, kupno samochodu, choroba dziecka) zdarzają się bardzo rzadko albo wcale, a o moich dusznych rozterkach, jako się rzekło, nie zwykłam gadać na prawo i lewo.
Poza tym słychać u mnie to samo, co u wszystkich innych Polaków. Sejm przyjął budżet, w którym przeznacza dodatkowe grube miliony na prezydenta, premiera oraz kościół (no, ale ja przynajmniej na nich nie głosowałam i nie muszę się teraz czuć rozczarowana ani oszukana). W katastrofie w Katowicach zginęły sześćdziesiąt trzy osoby, a w katastrofie egipskiego promu około ośmiuset. Politycy oraz rząd mojego demokratycznego i wolnego kraju dzielą dziennikarzy na lepszych i gorszych, uniemożliwiając tym ostatnim wykonywanie pracy polegającej na zbieraniu informacji i przekazywaniu ich społeczeństwu, a nawet szykują się do kontrolowania mediów, by były po linii i na bazie, oraz karania nieposłusznych dziennikarzy. (By the way, utrudnianie lub uniemożliwianie dziennikarzowi dostępu do informacji to jest łamanie prawa prasowego, więc ja się pytam, gdzie jest to prawo i ta sprawiedliwość? Czyżby w Narodowym Ośrodku Monitorowania Mediów, czyli de facto w powrocie do cenzury?). Skoro jesteśmy przy prawie – Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości, w skład której wchodzili najlepsi i najbardziej utytułowani specjaliści w tej dziedzinie, gremialnie podała się do dymisji na znak protestu przeciw nieodpowiedzialnym, w ich opinii, działaniom rzeczonego ministra zmierzającym do szkodliwych zmian w Kodeksie karnym. Po prostu uznali, że nie mogą uczestniczyć w destrukcji polskiego prawa. No, nie sądzę, by były to wdzięczne tematy do niezobowiązującej towarzyskiej konwersacji.
Niedawno w moich statystykach w wejściach z wyszukiwarek znalazłam bardzo ładną frazę, dzięki której ktoś wszedł na Huśtawkę: „Jachty na rzece Missisipi”. Przypuszczam, że Missisipi nie znalazł, jachtów tym bardziej. Tak samo jest z wielkiej wagi wydarzeniami lub intymnymi przemyśleniami, o których chciałby dowiedzieć się średnio bliski znajomy, który pyta, co u mnie słychać. Ponieważ u mnie ani na blogu, ani w grzecznościowych rozmówkach jachty na rzece Missisipi nie występują.

Dla Soleil

Image hosting by PhotobucketImage hosting by PhotobucketImage hosting by PhotobucketImage hosting by PhotobucketImage hosting by Photobucket


  • RSS