Pracuje w moim wydawnictwie taki facet, na którego widok zawsze robi mi się niedobrze. Obleśny okłaczeniec, z długimi obrzydliwymi wąsami. Gruby, z brzuchem jak słonica w drugim roku ciąży. Rusza się jak czołg. Latem jest szczególnie odrażający, ponieważ na skutek wysokich temperatur nosi krótkie spodenki i cienkie T-shirty, spod których bardzo łatwo wyłazi cała jego ohyda. Zawsze wygląda, jakby się z tydzień nie mył. Jest taki gatunek człowieka – choćby właśnie wyszedł spod prysznica, i tak wygląda, jakby był brudny, i ten facet jest jego wybitnym przedstawicielem. I jak to często w takich przypadkach bywa, wydaje mu się, że jest co najmniej Adonisem. Roztacza szeroko swój urok osobisty, epatując wszystkich, a zwłaszcza kobiety, swoim nieodpartym czarem. Nic to, że zasadniczo wszystkie omijamy go szerokim łukiem, nic to, że żadna z nas jakoś nie chce się nim zachwycić – nie dość, że go to nie zniechęca, to jeszcze jest mocno zdziwiony, dlaczego tak się dzieje. Przecież jest facetem! Każda kobieta, na którą zwróci uwagę, powinna z wdzięcznością rzucić mu się na szyję!
Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie wszyscy faceci tak mają. Ale, mimo wielu zmian, jakie na polu stosunków damsko-męskich dokonały się w ostatnich dziesięcioleciach, jedno pozostaje wciąż beznadziejnie takie samo: przekonanie mężczyzn, że każda kobieta o niczym innym nie myśli, tylko o facetach, że na widok portek popadamy w ekstazę i że w związku z tym jakikolwiek przejaw męskiego zainteresowania powinien rzucać nas na kolana, a w każdym razie wprost w ich objęcia. Niekiedy, owszem, rzuca, ale na pewno nie w ramiona takiego paszteta, któremu do głowy nie przyjdzie, że trzeba by trochę o siebie zadbać i zacząć wyglądać jak człowiek.
Jedna moja koleżanka, będąc niedawno na urlopie nad morzem, widziała dwa takie wieloryby na plaży, w całej ich odrażającej, wystawionej na słońce i wylewającej się zza gaci tłustej okazałości. Leżało toto rozwalone na kocu, łapczywym wzrokiem pożerając każdą przechodzącą mimo dziewczynę i oczywiście komentując, ewidentnie z zamiarem wyrwania jakiegoś towaru. Aż w jakimś momencie usłyszała takie oto słowa:
– Eee, ta się nie nadaje. Nie patrz na nią. Za gruba jest.
Ciekawe, czy przyszło im do tych pustych, zalanych tłuszczem i testosteronem główek, że to oni się nie nadają. Nawet do tego, żeby na nich popatrzeć z odrazą.