Są takie dni, kiedy człowiek się budzi i wszystko jest dokładnie tak samo jak zawsze. Budzik drze się tak samo jak co rano, tak samo świeci słońce, lekko zacinający się kran od zimnej wody sprawia, że trudno jest ustawić odpowiednią temperaturę prysznica, szampon do włosów nie pieni się ani mniej, ani bardziej niż zwykle, a poranna kawa z mlekiem smakuje jak zawsze bosko i z każdym łykiem człowiek czuje, jak kofeina wygania z organizmu resztki snu. I nic, ale to absolutnie nic nie wskazuje na to, że tego dnia zmieni się życie i nic już nie będzie takie jak przedtem.
Weszłam dzisiaj rano do redakcji, wyjęłam z torebki kluczyki od biurka, telefon i okulary, odpaliłam komputer. I wtedy Małgosia cicho odezwała się zza swojego biurka:
– Jak podejdziesz tu do mnie, to coś ci pokażę.
Podeszłam.
– Huston – powiedziała Małgosia – mamy problem.
I wzrokiem dała mi znak, żebym zajrzała pod jej biurko.
Zajrzałam.
Leżała tam śliczna suczka, mieszaniec owczarka z nie wiadomo czym, bo jest niewielkich rozmiarów.
Małgosia znalazła ją wczoraj wieczorem po drodze z pracy, błąkającą się po olbrzymim skrzyżowaniu, bez obroży. Zabrała do domu, nakarmiła, wykąpała. Zadzwoniła po weterynarza. Kupiła obrożę i smycz. Dziś dała ogłoszenie do „Wyborczej” i rozkleiła niedaleko tego skrzyżowania kilkadziesiąt plakatów ze zdjęciem, które to i zdjęcie, i plakaty pracowicie wykonał nasz dyrektor artystyczny. Dała jej na imię Kropka.
Kropka jest dobrze ułożonym, posłusznym, łagodnym psem. Uwielbia się przytulać. Chwilowo zamieszkała w moim domu, bo w Małgosi domu mieszka już kot, pies (też znaleziony), żółw i narzeczony. Jeśli nie zgłosi się po nią jej właściciel (choć bardzo bym chciała, żeby się zgłosił), zostanie z nami na zawsze. Mam tylko nadzieję, że jeśli tak się stanie, to się jakoś dogadają z kotami. Bo na razie jest tak, że Kropka chce się bawić, a Maksia i Mańka uciekają, prychają na nią i warczą. Pociesza mnie to, że znam takie przypadki, że psy z kotami żyją pod jednym dachem i mają się bardzo dobrze.