hustawka-czarownicy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

Pracuje w moim wydawnictwie taki facet, na którego widok zawsze robi mi się niedobrze. Obleśny okłaczeniec, z długimi obrzydliwymi wąsami. Gruby, z brzuchem jak słonica w drugim roku ciąży. Rusza się jak czołg. Latem jest szczególnie odrażający, ponieważ na skutek wysokich temperatur nosi krótkie spodenki i cienkie T-shirty, spod których bardzo łatwo wyłazi cała jego ohyda. Zawsze wygląda, jakby się z tydzień nie mył. Jest taki gatunek człowieka – choćby właśnie wyszedł spod prysznica, i tak wygląda, jakby był brudny, i ten facet jest jego wybitnym przedstawicielem. I jak to często w takich przypadkach bywa, wydaje mu się, że jest co najmniej Adonisem. Roztacza szeroko swój urok osobisty, epatując wszystkich, a zwłaszcza kobiety, swoim nieodpartym czarem. Nic to, że zasadniczo wszystkie omijamy go szerokim łukiem, nic to, że żadna z nas jakoś nie chce się nim zachwycić – nie dość, że go to nie zniechęca, to jeszcze jest mocno zdziwiony, dlaczego tak się dzieje. Przecież jest facetem! Każda kobieta, na którą zwróci uwagę, powinna z wdzięcznością rzucić mu się na szyję!
Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie wszyscy faceci tak mają. Ale, mimo wielu zmian, jakie na polu stosunków damsko-męskich dokonały się w ostatnich dziesięcioleciach, jedno pozostaje wciąż beznadziejnie takie samo: przekonanie mężczyzn, że każda kobieta o niczym innym nie myśli, tylko o facetach, że na widok portek popadamy w ekstazę i że w związku z tym jakikolwiek przejaw męskiego zainteresowania powinien rzucać nas na kolana, a w każdym razie wprost w ich objęcia. Niekiedy, owszem, rzuca, ale na pewno nie w ramiona takiego paszteta, któremu do głowy nie przyjdzie, że trzeba by trochę o siebie zadbać i zacząć wyglądać jak człowiek.
Jedna moja koleżanka, będąc niedawno na urlopie nad morzem, widziała dwa takie wieloryby na plaży, w całej ich odrażającej, wystawionej na słońce i wylewającej się zza gaci tłustej okazałości. Leżało toto rozwalone na kocu, łapczywym wzrokiem pożerając każdą przechodzącą mimo dziewczynę i oczywiście komentując, ewidentnie z zamiarem wyrwania jakiegoś towaru. Aż w jakimś momencie usłyszała takie oto słowa:
– Eee, ta się nie nadaje. Nie patrz na nią. Za gruba jest.
Ciekawe, czy przyszło im do tych pustych, zalanych tłuszczem i testosteronem główek, że to oni się nie nadają. Nawet do tego, żeby na nich popatrzeć z odrazą.

Kiedy któregoś dnia w ubiegłym tygodniu nawiedziła mnie moja matka, Kropka, jak każdy porządny pies, który widzi po raz pierwszy jakiegoś człowieka na swoim terytorium, od razu w progu obszczekała ją z góry, z boku i z podskoku.
– Co za głupi pies! – orzekła moja matka i dodała: – Weź ją, bo mnie jeszcze ugryzie. Mnie psy nie lubią.
– Nie lubią – przyznałam – bo ty ich nie lubisz.
– A nie lubię! – powiedziała takim tonem, jakby to był powód do dumy.
O próbie wykładu, że pies w domu to straszny kłopot i że chyba jestem nienormalna, skoro ją wzięłam, i dlaczego pozwalam jej wchodzić na kanapę – nawet nie wspomnę.
Dziś wrzuciłam do prania ręcznik, którym wycieraliśmy Kropkę po kąpieli i który już zostanie psim ręcznikiem. Wtedy wzięłam po prostu pierwszy, jaki wpadł mi w ręce. Dziś uświadomiłam sobie, że jest to ręcznik, który kiedyś dostałam od mojej matki.

RELAKS

20 komentarzy

Jak większość obywateli, z powodu kościelnego święta państwowego miałam nieco dłuższy weekend i nadzieję na sensowny odpoczynek. Niestety. Kiedy człowiek cały tydzień uwiązany jest na całe dnie do firmy jak chłop pańszczyźniany do ziemi, to na domowe prace ma tylko dni wolne od pracy. Ukręt z tych trzech dni jest następujący: odwaliłam ze cztery prania oraz trzy prasowania i posprzątałam chałupę. Gotowałam, gotowałam, gotowałam. Zrobiłam megazakupy, co zajęło mi pół soboty. Napisałam recenzję jednej książki. Obejrzałam trzy filmy na DVD, w tym jeden służbowo. Żeby można było pomyśleć o normalnym otwarciu okien, myłam je siódmy raz w ciągu ostatnich siedmiu tygodni, bo na skutek niekończącego się remontu balkonów zasyfione są niemiłosiernie. Z tego samego powodu (oraz ponieważ chciałam wywiesić te tony prania) trzeba było umyć świeżo położoną kafelkową podłogę na balkonie. I kiedy zasuwałam z mopem, Córcia się odezwała do mnie z najwyższą naganą w głosie:
– Ty w ogóle nie umiesz odpoczywać.
Może i nie umiem, ale za to jestem dobrze zorganizowana: znalazłam w tym wszystkim czas na jedną, ale za to bardzo długą randkę. Nie mogę powiedzieć, żebym czuła się zmęczona.

HERBATA

13 komentarzy

Porcelana cieniutka jak kartka papieru, delikatna, krucha i piękna jak sama poezja. Ręcznie malowane kwiaty rozlewają się niebiesko na jej powierzchni, złoci się cieniutki wzorek wokół brzeżka. Kiedy się na nią patrzy, wyostrzają się wszystkie zmysły. Kiedy trzyma się ją w ręce, skupia całą uwagę i ostrożność. Kiedy pije się z niej herbatę, to ona ma bajeczny i niebiański zapach i smak ciepłego letniego wieczoru.

Jest tak.
1. Kocio-psia wojna nerwów trwa. Kropka usilnie próbuje zaprzyjaźnić się z kotami i co tylko która pojawi się w jej polu widzenia, piszczy z radości. Koty – nie bardzo. Mańka jako naczelny tchórz naszego domu ucieka przed Kropką i chowa się we wszystkich znanych sobie schowkach. Maksia warczy na nią: „Nie podchodź do mnie za blisko”. Na szczęście to „za blisko” każdego dnia robi się nieco mniejsze. Wczoraj na ten przykład pozwoliła Kropce położyć się koło kanapy, na której sama spała. Wszystko to nie przeszkadza jednak kotom wyżerać psu suche z miski.
2. Kropka jest leniem patentowanym. Głównie leży lub drzemie, najchętniej koło Córci lub moich nóg, a jeszcze chętniej – jeśli jej pozwolić – na kanapie. Spacery traktuje jako czynność higieniczną, a nie przyjemność. Wychodzi wyłącznie pod przymusem i od razu, jak tylko się odleje, z całej siły ciągnie człowieka z powrotem do domu.
3. Mój ukochany pan weterynarz obejrzał Kropkę ze wszystkich możliwych stron i na wszystkie możliwe sposoby i orzekł, że jest zdrowa, a oko, na którym wydawało nam się, że ma bielmo, to nie bielmo, tylko rezultat jakiejś bitwy, bo uszkodzenie jest mechaniczne. Wyciągnął kleszcza, którego miała pod brodą, zaszczepił ją, na co tam trzeba, zakropelkował przeciw pchłom oraz zostawił tabletkę na odrobaczenie. Której to tabletki ja nie umiem Kropce podać, a w żarciu to ona ją za każdym razem znajduje i pracowicie omija.
4. Właściciel Kropki wciąż się nie znalazł. To znaczy wychodzi na to, że się znalazł – ja.
5. Jedyne stworzenia w domu, które pozostają kompletnie niewzruszone wobec tej niezwykłej bądź co bądź sytuacji, to Córci rybki.

KROPKA

14 komentarzy

Są takie dni, kiedy człowiek się budzi i wszystko jest dokładnie tak samo jak zawsze. Budzik drze się tak samo jak co rano, tak samo świeci słońce, lekko zacinający się kran od zimnej wody sprawia, że trudno jest ustawić odpowiednią temperaturę prysznica, szampon do włosów nie pieni się ani mniej, ani bardziej niż zwykle, a poranna kawa z mlekiem smakuje jak zawsze bosko i z każdym łykiem człowiek czuje, jak kofeina wygania z organizmu resztki snu. I nic, ale to absolutnie nic nie wskazuje na to, że tego dnia zmieni się życie i nic już nie będzie takie jak przedtem.
Weszłam dzisiaj rano do redakcji, wyjęłam z torebki kluczyki od biurka, telefon i okulary, odpaliłam komputer. I wtedy Małgosia cicho odezwała się zza swojego biurka:
– Jak podejdziesz tu do mnie, to coś ci pokażę.
Podeszłam.
– Huston – powiedziała Małgosia – mamy problem.
I wzrokiem dała mi znak, żebym zajrzała pod jej biurko.
Zajrzałam.
Leżała tam śliczna suczka, mieszaniec owczarka z nie wiadomo czym, bo jest niewielkich rozmiarów.
Małgosia znalazła ją wczoraj wieczorem po drodze z pracy, błąkającą się po olbrzymim skrzyżowaniu, bez obroży. Zabrała do domu, nakarmiła, wykąpała. Zadzwoniła po weterynarza. Kupiła obrożę i smycz. Dziś dała ogłoszenie do „Wyborczej” i rozkleiła niedaleko tego skrzyżowania kilkadziesiąt plakatów ze zdjęciem, które to i zdjęcie, i plakaty pracowicie wykonał nasz dyrektor artystyczny. Dała jej na imię Kropka.
Kropka jest dobrze ułożonym, posłusznym, łagodnym psem. Uwielbia się przytulać. Chwilowo zamieszkała w moim domu, bo w Małgosi domu mieszka już kot, pies (też znaleziony), żółw i narzeczony. Jeśli nie zgłosi się po nią jej właściciel (choć bardzo bym chciała, żeby się zgłosił), zostanie z nami na zawsze. Mam tylko nadzieję, że jeśli tak się stanie, to się jakoś dogadają z kotami. Bo na razie jest tak, że Kropka chce się bawić, a Maksia i Mańka uciekają, prychają na nią i warczą. Pociesza mnie to, że znam takie przypadki, że psy z kotami żyją pod jednym dachem i mają się bardzo dobrze.


  • RSS